Powszechnie uważa się, że co 3-4 lata warto zmieniać pracę, by pobudzać swój potencjał zawodowy. Czy tak jest w rzeczywistości? Między innymi o tym rozmawiamy z Katarzyną Łukasiak, Team Leaderem w LeasingTeam Professional, która obchodzi 5. rocznicę zatrudnienia w naszej organizacji.

 

Najpierw chcę pogratulować Ci jubileuszowego, piątego roku pracy w LeasingTeam Professional. Po czym zapytać wprost: nie czujesz wypalenia zawodowego po tylu latach w jednej firmie?

Katarzyna Łukasiak: Dziękuję. Faktycznie w tym miesiącu mija pięć lat od kiedy zatrudniłam się w LeasingTeam na stanowisku młodszego specjalisty ds. sprzedaży. Na chwilę obecną nie czuję się wypalona, wręcz odwrotnie – podbudowana. Dzięki temu, że ścieżka kariery w firmie jest rozbudowana, przeszłam wszystkie szczeble, od asystenta, przez specjalistę, starszego specjalistę, aż do Team Leadera, uzyskując możliwość budowania własnego zespołu. Uwaga – teraz będzie reklama, aktualnie do swego zespołu poszukuję asystenta ds. sprzedaży.

 

Czyli kogoś, na czyim miejscu sama byłaś pięć lat temu. Pewnie pomaga to wybrać właściwego kandydata? Pamiętasz jeszcze pierwszego zrekrutowanego przez siebie pracownika?

Oczywiście, że pamiętam. Do tej pory utrzymuję z nią relację, chociaż obecnie pracuje w innym miejscu. Dlaczego wśród wielu kandydatów wybrałam właśnie ją? Już w trakcie pierwszej rozmowy telefonicznej przekonałam się, że nadajemy na tych samych falach. Szukałam osoby z powerem, pozytywnie zakręconej, która ma, jak to się mówi, uśmiech w głosie. Osoby optymistyczne, otwarte, kontaktowe imponują innym. Cechy te są niezastąpione w sprzedaży. Olga przeszła dwa etapy rekrutacji, z którymi poradziła sobie znakomicie. Rozmawiałyśmy jak koleżanki, które znają się od lat. Niesamowite uczucie.

 

Pytasz kandydatów pod koniec rozmowy kwalifikacyjnej: Czy Pan/Pani ma do nas pytania?

Pytam. To wiele mówi o kandydacie.

 

Były jakieś pytania, których zupełnie nie oczekiwałaś?

Raczej nie.

 

Jak to – nikt nie pytał, czy może przychodzić do pracy z pieskiem?

Z pieskiem? No nie, nikt jeszcze nie pytał o Dog Day.

 

Jest to trend, więc uważaj, bo mogą zapytać. Co wtedy odpowiesz?

Odpowiem, że na razie dla nas ważniejsze jest to, żeby nasz pracownik nie czuł się jak na smyczy. 

 

A Ty kiedykolwiek tak się czułaś? Jakie były najbardziej stresujące momenty na początku Twojej pracy?

Nigdy nie czułam się jak na smyczy, ale stresu, oczywiście, nie dało się uniknąć, szczególnie na początku. Najpierw stresowałam się rozmowami telefonicznymi z klientami, bojąc się, że czegoś nie będę wiedzieć i wyjdę na niekompetentną podczas rozmowy. Wydawało mi się, że gdybym widziała twarz rozmówcy, to nie dopadałby mnie taki stres. Niedługo okazało się, że pierwsze spotkanie z klientem face to face wygenerowało jeszcze większy stres, bo tu już bałam się, że wyjdę na niekompetentną - i to twarzą w twarz.

 

Ten pierwszy klient wypalił, udało się podpisać umowę?

Tak – i to było bardzo podbudowujące. Pierwsze koty za płoty – smak sukcesu, satysfakcja i motywacja do dalszych działań. Później, oczywiście, to wchodzi w krew. Każda rozmowa z nowym klientem to tak naprawdę kolejna lekcja, dlatego w tej pracy cały czas się uczysz.

 

Mówiłaś, że nie byłaś z branży HR, może stąd ten stres? Co pomogło Ci poznać tę branżę i zechcieć pracować właśnie w niej?

Czytałam dużo portali branżowych plus materiały edukacyjne w biurze. Dopytywałam o wszystko i nie wstydziłam się mówić, że czegoś nie wiem. Poskutkowało to tym, że jak teraz mnie obudzisz o 2 w nocy i zapytasz o jakiś zapis w umowie, to Ci wszystko opowiem, nawet jeszcze do końca się nie obudziwszy. 

 

Niemal od początku jesteś świadkiem i jednocześnie uczestnikiem rozwoju LT Professional. Jak wyglądał rozwój spółki z Twojej perspektywy?

Wyniki, jakie generowaliśmy na początku, a wyniki obecne - to istna przepaść. Na początku było nas siedmioro, siedzieliśmy w jednym pokoju. Sprzedawaliśmy jedynie usługę rekrutacji stałych. Po jakimś czasie zajęliśmy się outsourcingiem i usługami pracy tymczasowej. Pojawiło się sporo nowych klientów i zaczęło brakować nam mocy przerobowych, żeby wszystkich obsłużyć w taki sposób, jak sobie wymarzyliśmy, czyli na 100%. Zaczęliśmy więc powiększać zespół. Urośliśmy do tego stopnia, że musieliśmy zamienić nasz pokój na dwa. Poza Warszawą, otworzyliśmy biura w Gdańsku i Katowicach. Cały czas rośniemy. Powiem, że fajnie jest być częścią historii sukcesu.

 

Na pewno. Co jeszcze, oprócz rozwoju zawodowego, tak trzyma Cię w Professional?

Zawsze powtarzam, że życzliwa atmosfera i dobry klimat w zespole potrafią zatrzymać pracownika na długo. To jest też o mnie. W Professional tworzymy taką zgraną rodzinkę, wspieramy się i liczymy na siebie.

 

Zgrana rodzinka? Czyli nie ma rotacji?

Jest, oczywiście, jak wszędzie. I jak wszędzie z różnych przyczyn. Ale nie skreśla to faktu, że mamy życzliwą atmosferę i przyjazny klimat. To potwierdzają zarówno ci pracownicy, którzy przychodzą do nas, jak i Ci, którzy odchodzą.

 

Właśnie słyszałam dziś śmiech i oklaski w biurze, aż wyjrzałam na korytarz, żeby zobaczyć, gdzie jest tyle radochy z samego rana. I przekonałam się – w Professionalu.

U nas cały czas dużo się dzieje, nie ma czasu ani miejsca na nudę i rutynę. Jako pracownicy integrujemy się i wspieramy. Jestem przekonana, że przyjazna atmosfera w zespole zależy także od szefa i jego metod zarządzania.

 

Rozumiem, że odnosisz się do Anny Kurczewskiej-Formeli, Dyrektora ds. rekrutacji w LeasingTeam Professional?

Odnoszę się zarówno do niej, jak i ogólnie do metod zarządzania zespołem, które rzutują na relacje pomiędzy pracownikami.

 

Bardzo interesuje mnie Twoja opinia, gdyż zawiera niejako podwójną optykę. Jesteś jednocześnie i Team Leaderem, czyli szefem budującym własny zespół, i pracownikiem w strukturze firmy.

Dokładnie, dlatego mam nadzieję, że nie wyjdę na panegirystkę. Anna zarządza zespołem wedle zasady jednocz i scalaj, a nie dziel i rządź. Niewątpliwie, tworzy to dobrą atmosferę pomiędzy pracownikami. Bo nawet jeśli będziesz robić w pracy to, co lubisz, ale atmosfera będzie przygnębiająca, to Twój zapał szybko wygaśnie i zaczniesz zerkać w stronę innych pracodawców.

 

Kojarzysz słynną „klątwę czasopism kolorowych”, kiedy to znane pary brylują na okładkach oraz spijają sobie z dzióbków, opowiadając o wielkiej miłości w obszernych wywiadach? Po czym wkrótce po ukazaniu się tego wywiadu, rozstają się i zostaje im tylko okładka. Może być tak w Twoim przypadku?

Oby nie!

 

A co temu przeszkodzi?

Przede wszystkim to, że w LT Professional nie rywalizujemy, a współpracujemy. I to daje znakomity rezultat, co potwierdzają zarówno nasze wyniki finansowe, jak i liczne wyróżnienia i nagrody branżowe. Ogólnie rzecz biorąc, zasada współpracy, a nie rywalizacji, odzwierciadla rozwój cywilizacyjny człowieka. Najpierw ludzie rywalizowali ze sobą o kawał mięsa, a później dostrzegli, że łącząc się w grupy i współpracując, upolują o wiele więcej. 

 

Właśnie – o polowaniu. Łowcy głów w HR. Kojarzą mi się z jakimiś prawie detektywistycznymi umysłami, tropiącymi upatrzonego kandydata, dociekliwym dziennikarstwem śledczym oraz nosem perfumiarza, który wyczuje idealnego kandydata spośród wielu innych.

To dotyczy tych head huntowanych kandydatów, którzy nie szukają pracy, ale są super fachowcami i to ich chcą u siebie widzieć pracodawcy. Często trudno jest do nich dotrzeć, bo znasz jedynie imię i nazwisko i że profilowo jest to idealny kandydat. Zdobycie bezpośrednich kontaktów i dotarcie do takiego kandydata to już jest coś z pogranicza Twoich skojarzeń. A zainteresowanie takiego kandydata ofertą pracy to często nie lada wyzwanie. Nie mniejsze niż sprzedaż.

 

A jak pandemia odbiła się na Professionalu?

Przed pandemią nie narzekaliśmy na brak klientów i zleceń. W momencie pandemii, wszystko się zmieniło. Dużo firm zaczęło walczyć o przetrwanie, więc pozyskanie klienta w tych warunkach było nie lada wyzwaniem. Już w wakacje zeszłego roku małymi krokami zaczęliśmy się odbudowywać, a w tym momencie mamy więcej klientów, niż przed pandemią. Mamy bardzo dużo nowych rekrutacji i zleceń oraz zamówień od klientów stałych. Najcięższe były pierwsze 4-5 miesięcy, pracowaliśmy cały czas zdalnie, oswajając tę całkiem nową formę pracy. Teraz mamy system hybrydowy.

Pandemię wykorzystaliśmy też na poszukiwanie talentów – praktykantów. Część naszych pracowników pracowało zdalnie w domu, ustępując swoje biurka młodzieży. Po praktykach najlepsi zostali u nas na stanowisku młodszego konsultanta ds. HR.

 

Podoba mi się symboliczność tej sytuacji – doświadczeni pracownicy dzielą się miejscem pracy z nowicjuszami.

Doceniamy kreatywność, niestandardowe myślenie, twórcze podejście. Staramy się zagospodarować potencjał pracownika w sposób, który jest satysfakcjonujący i dla niego, i dla nas. Nie sprowadzamy pracowników do niemownych trybików. Dyskutujemy, omawiamy, spieramy się.

 

Jak nie stać się tylko maszynką do zarabiania pieniędzy, jak zachować ludzką twarz w pracy, gdzie przede wszystkim wyniki finansowe decydują o Twojej wartości zawodowej?

Mi siły dodaje moja rodzina, mąż i dziesięcioletnia córka Maja. Po jej urodzeniu cztery lata byłam z nią w domu, maksymalnie wykorzystałam możliwość, żeby poświęcić jej mój czas i uwagę. Teraz to moja najlepsza przyjaciółka i generator pozytywnej energii. Jeśli nie mogę w domu całkowicie odciąć od pracy, to ona jest tym słowem-kluczem „stop”, który przełącza mnie na dom i rodzinę. 

 

Na koniec pozwolę sobie wcielić się w rolę rekrutera i zadać jedno ze standardowych pytań: gdzie Pani widzi siebie za 5 lat? Gdy mnie po raz pierwszy o to zapytano, to ja odpowiedziałam: w Polsce.

Wiesz, ja również widzę siebie w Polsce.

 

A zawodowo?

Z dzisiejszej perspektywy widzę siebie, niewątpliwie, w Professionalu. Obecnie skupiam się na budowaniu zespołu, co dodaje mi mocy i zapału, tworzy mój dzień w pracy. Jak każdy rozważny człowiek, nie chcę wróżyć z fusów o przyszłości. Oby dopisała pragnieniom i planom zawodowym. No właśnie – teraz może kawa?

 

Na kawę z Katarzyną Łukasiak poszła Ivanna Chernyk.